Wywiady

Nasi Uczniowie – Aleksander Włodarczyk

3m Rozmowa z jednym z naszych pierwszych Uczniów, Aleksandrem Włodarczykiem, o pasji do starych komputerów, dzieciństwie wypełnionym muzyką Michaela Jacksona i Marka Grechuty, nauce gry na pianinie od zera w dorosłym wieku, muzyce Trance, i pierwszych próbach komponowania własnych utworów.

RYSZARD ŚWIĘCH: Olku, masz 28 lat, skąd pomysł, żeby w tym wieku zacząć naukę gry na pianinie?

ALEKSANDER WŁODARCZYK: Wychowałem się w domu, w którym zawsze grała muzyka i w większości była to moja zasługa. Pierwsze momenty jakie zapamiętałem ze swojego życia kojarzą się z konkretnymi utworami i siedzeniem po turecku przy magnetofonie całymi godzinami. Moje dzieciństwo opierało się głównie na utworach Michael’a Jackson’a, którym w tamtym okresie byłem zafascynowany. Gdzieś w tle dochodziły mnie dźwięki takich artystów jak Marek Grechuta czy Edyta Geppert, słuchanych przez moich rodziców, po które i ja sięgnąłem później w dorosłym wieku. Będąc w przedszkolu zacząłem wykazywać pierwsze zdolności muzyczne odgrywając ze słuchu wszystkie piosenki, których uczyliśmy się na zajęciach. Jako jedyny miałem ekskluzywne zezwolenie na dostęp do pianina, gdyż podobno reszta dzieci zwyczajnie je rozstrajała : ) Dowiedziała się o tym moja Matka i zapisała na ognisko muzyczne zgodnie z rekomendacją nauczycielki przedszkola. Po trzech miesiącach nauki moja przygoda z muzyką się zakończyła z pewnych względów zdrowotnych i od tamtej pory nie miałem styczności z pianinem aż do czasu gdy zapragnąłem nadrobić stracony czas i w „sędziwym” wieku 25 lat rozpocząłem naukę w Smileflow.

RŚ: Z wykształcenia również nie jesteś przecież muzykiem…

AW: To fakt, moje życie potoczyło się w zupełnie innym kierunku. Od zawsze ulubionym zajęciem wypełniającym mój czas po szkole była muzyka, gdy w pewnym momencie, ledwo zaczynając swoje nastoletnie życie, dostałem pierwszy komputer. Był to moment zwrotny, zachłysnąłem się wręcz zabawą z tą maszyną do tego stopnia, że słuchanie muzyki odeszło na dalszy plan. Mijały lata, aż nadszedł moment gdzie uświadomiłem sobie „wiem o komputerach prawie wszystko” i z zabawy przerodziło się to w chęć do wiązania przyszłości z tym tematem. Ukończyłem technikum zdobywając zawód „Technik Elektronik”. 2Jako, że komputery fascynowały mnie od strony sprzętowej, moim marzeniem stała się praca w serwisie. Dzisiaj robię to na własną rękę. Z zamiłowania sięgam również w głąb historii „kolekcjonując” maszyny często starsze niż ja sam. W końcu po latach udało pogodzić się technologię z muzyką – te dwie dziedziny mają wbrew pozorom wiele ze sobą wspólnego.

RŚ: Do nas przyszedłeś na samym początku działania firmy. Byłeś jednym z pierwszych Uczniów, zaczynałeś naukę praktycznie od zera, pamiętasz tamten czas i swoje początki?

AW: Zgadza się, pamiętam początki zarówno swoje jak i firmy. Ryśka – Właściciela Smileflow ArtCompany – znalazłem wśród gąszczu różnych ogłoszeń w internecie.Wstępnie miała być to starsza kobieta, która weźmie się za mnie ostro i będzie bić po łapach – taki miałem stereotyp nauczyciela od muzyki. Stanęło jednak na kimś, kto jest właściwie w moim wieku. Ofertę, na która się zdecydowałem, wyróżniały takie cechy jak nauka na własnych, ulubionych utworach, bądź możliwość objaśnienia zasad i funkcjonowania profesjonalnych programów do produkcji muzyki. Na początku współpracy umówiliśmy się, że będzie to jedynie kilka lekcji, najwyżej parę miesięcy żebym załapał podstawy i koniec, a jednak historia potoczyła się inaczej i uczę się do dnia dzisiejszego. Początków nie wspominam źle. Na pierwszej lekcji dostałem podstawowe zasady „w pigułce” i o wiele więcej niż próbowała przybliżyć mi wcześniej moja Matka, usiłująca przypomnieć sobie cokolwiek z czasów, gdy uczęszczała do szkoły muzycznej.

1Zaczynaliśmy od prostych nut granych w takt metronomu, dalej przeszliśmy do akordów będących przez dłuższy czas moją zmorą. Później już czysta przyjemność. Bardzo szybko nauczyliśmy się pierwszego utworu Sting’a, by zająć się równie ciekawymi kompozycjami, z największym naciskiem na te zaproponowane przeze mnie. Najczęściej wybieranymi utworami z mojej kolekcji – jak później się okazało – były ścieżki dźwiękowe z filmów/gier bez wokalu. Sam byłem zadziwiony, że decyduję się na taki repertuar, gdyż na co dzień nie słucham tego typu muzyki. Nie długo upłyną już dwa lata wspólnej zabawy, w między czasie udało się opanować parę dobrych i nie najłatwiejszych kompozycji jak np. „Kaleidoscope of Mathematics” James’a Horner’a z filmu „Piękny Umysł”. Mam nadzieję wkrótce przeskoczyć tę poprzeczkę.

RŚ: Kiedyś ciężko było Ci odróżnić akord durowy od molowego, a obecnie wyznaczyłeś sobie za cel zagrać ze słuchu pewien utwór fortepianowy, starając się odwzorować perfekcyjnie każdy dźwięk zarówno lewej jak i prawej ręki i jesteś już blisko osiągnięcia tego celu, to będzie niewątpliwie Twój ogromny sukces. Jak Ty widzisz swoje postępy?

AW: Faktycznie, tym razem wybór padł na całkowitą egzotykę, do której nut zwyczajnie nigdzie nie ma. Wątpię czy kiedykolwiek ktoś zainteresował się odtworzeniem tego utworu. Pochodzi on z tzw. Demosceny – jest to pewna subkultura programistów, muzyków którzy nieformalnie zrzeszają się w celu kreowania tzw. dem – programów demonstrujących ich umiejętności w tworzeniu efektownych animacji komputerowych podobnych do muzycznych teledysków. Sytuacja zmusiła mnie więc do nauki, polegając wyłącznie na własnym słuchu. Idzie to nadspodziewanie sprawnie, myślę że jedynym problemem będzie tu stres w trakcie publicznego wykonania na najbliższym Koncercie Uczniów. Dzięki regularnym lekcjom, w tej chwili da się już dostrzec wyraźny postęp w grze na instrumencie. Znacznie swobodniej czytam nuty, akordy chwytam odruchowo, z czasem przyszło też lepsze wyczucie dynamiki i rytmu. Doświadczenie przełożyło się na większą odwagę i swobodę w pracy z programami do tworzenia muzyki.

RŚ: Właśnie, słuchasz dość specyficznej muzyki, demosceny, trance, a teraz dzięki wiedzy uzyskanej w czasie lekcji zacząłeś komponować coś swojego?

AW: Słucham bardzo wielu i skrajnych gatunków muzyki, Pop, Rock, Metal, House, trochę klasyki i Jazz’u, długo by wymieniać. Jednak jeśli ktoś pyta, czego słucham, zawsze odpowiadam „moje serce należy do Trance”. Pomimo, że jest to może 15% wśród tego z czym mieszam go na codzień – mam szczególny sentyment do tego gatunku. Byłem ciekaw, w jaki gatunek będzie się wpisywać muzyka, którą sam tworzę i do końca nadal tego nie wiem. Będzie tam na pewno jakieś zabarwienie Trance’owe, może być słychać kilka elementów charakterystycznych dla niemieckiego DJ’a ATB (André Tanneberger), gdyż nim nieco się inspirujęNa początku nauki powątpiewałem, że kiedykolwiek cokolwiek napiszę. Uważałem, że do tego potrzebne jest wieloletnie doświadczenie i duża wiedza. Rysiek, jako wieczny optymista od razu wybił mi to z głowy. Zgodnie z zaleceniami zacząłem powoli coś tam sobie brzdąkać aż wyjdzie z tego jakas melodia. Pierwszy koncept wymyśliłem w 15 minut, była to sama partia pianina zapisana w pamięci keyboardu. Miałem w planach dokończyć lub wykorzystać ów motyw używając już do tego celu programu Cubase i przy okazji trochę się z nim zapoznać. Tak powstał kolejny fragment utworu, lecz po czasie straciłem projekt z dysku i musiałem go zrekonstruować. Nie udawało zrobić się dokładnie tego samego, więc zmieniłem formę, lecz motyw został podobny. Obecnie pracuję nad tym „trzecim” utworem, nie ma jeszcze tytułu, jest jeszcze w bardzo wczesnej fazie produkcji, niedopracowany i niedokończony. Wiele osób uważa, że niestety to właśnie ten nieszczęśliwie utracony, pierwszy projekt, był najlepszym pomysłem… : )


RŚ: Poza samą nauką, brałeś też udział w trzech Koncertach Uczniów Smileflow, dzięki czemu, mimo że grałeś od zaledwie kilku miesięcy, wystąpiłeś na scenach trzech najbardziej uznanych krakowskich klubów muzycznych: Harris Piano Jazz Bar, Piec Art Acoustic Jazz Club oraz Milestone Jazz Club. Jak oceniasz te wydarzenia, co dały Ci te występy?

olek4

AW: Koncerty Uczniów są wspaniałym pomysłem. Wydaje mi się, że w zwyczajnej szkole muzycznej główną motywacją – szczególnie dzieciaków – są oceny, oraz to, żeby zdać dany semestr. Występy publiczne są obecne, ale i tak często wiążą się z ocenami, reprymendami. Czynnikiem bardziej naturalnym i motywującym mnie do dalszej pracy są właśnie wydarzenia organizowane przez Smileflow ArtCompany. Mierząc się z takim wyzwaniem jak występ, uczeń ma świadomość, że to jedynie od niego zależy, jak wypadnie na scenie, a każdy przecież chce wypaść jak najlepiej. Granie na żywo jest zupełnie inną historią niż sprawdzian w szkole. Tutaj nawet dobrze wyćwiczony utwór, który wychodzi za każdym razem w domu ma szanse na niepowodzenie w kontakcie z publicznością. Jest okazja obycia się ze sceną, każdy klub ma inny klimat, inny instrument. Ponadto jest to doskonała szansa poznania wielu ciekawych muzyków wśród Uczniów, osób o podobnych umiejętnościach i czasie nauki.

RŚ: Jakie zatem masz plany na przyszłość, na najbliższy Koncert Uczniów, na swój muzyczny rozwój?

AW: Planem na najbliższy koncert jest przede wszystkim nie pomylić się… [śmiech]. Poprzedni występ zepsułem całkowicie, co dało mi dobrego kopa, by wziąć się lepiej do nauki. Teraz poświęcam temu więcej czasu i może uda się choć dobrnąć do końca utworu. Obiecałem sobie, że nigdy więcej nie będę pakował się w zbyt trudne utwory, wygląda na to, że jednak znów wpadłem po uszy : ) Moje plany związane z muzyką nie są jakoś szczególnie ambitne. Zacząłem naukę z chęcią nauczenia się grać do tego stopnia, żeby móc zgasić światło, usiąść przy pianinie w swoim pokoju i zwyczajnie umieć zagrać coś dla własnej przyjemności, dla siebie, a może w przyszłości dla Kogoś. Chciałbym spróbować też innych instrumentów (gitara, może wokal) – te umiejętności przydadzą się przy wzbogacaniu własnych kompozycji. Będę usatysfakcjonowany jeśli chociaż jedna osoba uzna, że moja piosenka jej się podoba. Robię to również dla siebie. Moim marzeniem jest zebranie materiału na płytę, co przy moim słomianym zapale do wielu rzeczy jest nie lada osiągnięciem.

RŚ: Olku, dziękuję za rozmowę i w takim razie życzę powodzenia na najbliższym Koncercie, a także wielu udanych kompozycji.

Dziękuję za wywiad, jednocześnie zachęcając do odkrycia w sobie artystycznej duszy, być może właśnie w czasie lekcji w Smileflow ArtCompany. Można robić to w każdym wieku, czego jestem żywym przykładem.